Rejs po Seszelach w sierpniu 2026 – relacja i praktyczne wskazówki.
16 09 2026
Gdy ktoś wspomni o rajskich plażach, lazurowej wodzie, kokosach oraz rafie koralowej, od razu przychodzą mi na myśl Seszele. Miejsce, które zachwyciło całą naszą załogę, pozostanie na długo w naszej pamięci. Każdego zainteresowanego podróżą w to jakże przepiękne miejsce zapraszam do przeczytania krótkiego przewodnika opartego na naszych doświadczeniach z dwutygodniowego rejsu po tamtejszych wodach (8-22.08.2026).
Co znajdziesz w tym artykule:
Kwestie organizacyjne
Zezwolenie wjazdowe ETA
Pierwszym krokiem jest uzyskanie obowiązkowego zezwolenia wjazdowego ETA na Seszele przez Seychelles Electronic Border System. O pozwolenie wystąpiliśmy na tydzień przed wylotem i zapłaciliśmy za niego po 10 euro od osoby. Jest także opcja przyspieszonego i ekspresowego trybu, które kosztują odpowiednio 30 i 70 euro. Po złożeniu wniosku w wersji standardowej czekaliśmy na odpowiedź około 3 dni.
Internet
Warto pamiętać, że wypełniając wniosek istnieje możliwość dokupienia lokalnej karty SIM lub eSIM. Za pakiet 15 GB danych ważnych przez 21 dni zapłaciłem ok. 25 euro, które odebrałem na lotnisku. Warto rozważyć tę opcję, ponieważ karta zakupiona na miejscu jest znacznie droższa – kosztuje ok. 60 euro za 15 GB Internetu. Ten pakiet w zupełności mi wystarczył podczas 14 dniowego rejsu, zważywszy, że w cenie czarteru mieliśmy dodatkowo na jachcie router z 20 GB Internetu do wykorzystania na każdy dzień.
Bilety lotnicze
Następnie czeka nas najbardziej obciążający finansowo element wyprawy – bilety lotnicze. Wybór linii lotniczych ma kluczowe znaczenie dla komfortu i bezpieczeństwa podróży. My zdecydowaliśmy się na lot z Warszawy z przesiadką w Dubaju, realizowany przez linie Emirates. Lot trwał łącznie 12 godzin oraz odbywał się w nocy, co pozwoliło załodze na odpoczynek i ominięcie jet laga.
Warto także rozważyć zakup biletów grupowych dla całej załogi, co gwarantuje stabilność planu podróży. Ta opcja wiąże się z większymi kosztami (około 4 tys. zł od osoby), lecz pozwala na uniknięcie ryzyka overbookingu i przylot całej grupy w komplecie. Kupując bilet „każdy na własną rękę” wychodzi zdecydowanie taniej (około 3 tys. zł). Najbardziej budżetową opcją jest szukanie ofert promocyjnych i kupowanie ze znacznym wyprzedzaniem.
Przylot
Taksówki na wyspie są drogie – za krótki, kilkunastominutowy, przejazd z lotniska do Mariny Eden zapłaciliśmy aż 800 rupii (czyli ponad 200 zł, 0,27 PLN = 1 SCR). Trzeba przygotować się na to, że ogólny poziom cen na Seszelach jest około 1,5 razy wyższy niż w Polsce. Przylatując na Mahé o 7:30 rano, należy pamiętać, że odbiór jachtu odbywa się zazwyczaj dopiero ok. godziny 15:00 (tak było w naszym przypadku). Na terenie Mariny Eden znajdują się restauracje i bary, w których ten czas można w przyjemny sposób przeczekać.

Zaopatrzenie
Kluczem do sprawnego funkcjonowania załogi jest odpowiednie zaprowiantowanie. Standardy kulinarne w lokalnych restauracjach są niskie; jedzenie na lądzie jest często nieskomplikowane, drogie i nie zachwyca jakością, dlatego gotowanie na jachcie sprawdza się znacznie lepiej. Jedynymi godnymi polecenia daniami są świeże, grillowane ryby oraz owoce morza kupowane bezpośrednio od rybaków.
Kwestię zaopatrzenia jachtu załatwiliśmy przez Internet (poprzez stronę https://www.wow.sc/) z bezpośrednią dostawą na pokład. Przed rejsem uzgodniliśmy i wyliczyliśmy ilość jedzenia oraz wody butelkowanej, które będą nam potrzebne na całe dwa tygodnie. Przy wyborze warto patrzeć na ceny produktów, ponieważ niektóre są zbliżone do naszych, a niektóre zdecydowanie wyższe. Kupowaliśmy głównie artykuły pozwalające na samodzielne przygotowywanie posiłków, takie jak: ryż, makaron, passaty pomidorowe, warzywa, mięso itp. Resztę produktów dokupiliśmy już na miejscu w sklepie SPAR, który znajduje się w marinie. Pozwoliło nam to zaopatrzyć się na całe dwa tygodnie, pomijając drobniejsze zakupy (warzywa, owoce, pieczywo, napoje i przekąski), które można nabywać na bieżąco w małych sklepikach na wyspach.

Stan techniczny jachtów
Dużym problemem jest poziom serwisu jachtów. Mimo dobrych chęci lokalne serwisy nie potrafią skutecznie radzić sobie z awariami, czego niestety byliśmy świadkami. Podejście do sprawności technicznej osprzętu jest bardzo swobodne. Na jachtach często szwankują kluczowe instalacje, windy kotwiczne, silniki czy stopery fałowe. My zdecydowaliśmy się na katamaran Lagoon 52F (2018), za który zapłaciliśmy 11 700 euro (za 2 tygodnie). Kaucja kosztowała nas 9 000 euro. W cenie był uwzględniony silnik do pontonu oraz SUP. Aby uniknąć poważnych problemów na wodzie, zdecydowanie warto dopłacić do czarteru nowszej jednostki; starsze jachty niemal gwarantują awarie i opóźnienia w trasie, co odczuliśmy na własnej skórze.

Charakterystyka akwenu
Seszele to wyjątkowy akwen, który znacznie różni się od klasycznego żeglowania po Morzu Śródziemnym.
Passaty
Na Seszelach pogoda jest zazwyczaj stabilna i przewidywalna, lecz wiatr wieje niemal bez przerwy z powodu występujących tu passatów. Podczas naszego sierpniowego rejsu utrzymywały one stałą siłę w przedziale od 15 do 30 węzłów z kierunku południowego wschodu. Co ważne dla planowania wacht i snu załogi: wiatr nie cichnie po zachodzie słońca. W nocy regularnie dmuchało z siłą ponad 20 węzłów, zapewniając doskonałą wentylację jachtu (temperatury w dzień to 29–30°C, w nocy 25–27°C), ale zmuszało to również do starannego wyboru nocnych kotwicowisk.
Ze względu na tak stabilną siłę wiatru większość rejsu żeglowaliśmy z grotem zawsze zrefowanym (zazwyczaj na drugim refie). Katamarany na tym akwenie bardzo często wspomagają się silnikami, ale przy odpowiednim planowaniu można zaliczyć świetne halsy. Przelot między głównymi wyspami (Mahé a Praslin) trwa około 4 godzin. W jedną stronę płynie się przyjemnym baksztagiem lub półwiatrem, natomiast powrót odbywa się bajdewindem (często przy 20 węzłach wiatru). Co wygodne – zazwyczaj całą tę trasę pokonuje się na jednym halsie.

Pływy
Na Seszelach występują silne pływy – maksymalna amplituda wynosiła aż 2 metry. W ciągu doby woda wielokrotnie podnosi się i opada, co ma duże znaczenie przy staniu na kotwicy oraz w portach. Szybkie spłycenie zatoki może doprowadzić do uderzenia o dno lub uwięzienia jachtu. Dodatkowym utrudnieniem przy brzegach są granitowe skały i głazy, które mogą uszkodzić kadłub przy zbyt bliskim podejściu. Zawsze warto rzucać kotwicę na bezpiecznej, głębszej wodzie, uwzględniając odpływ i minimalną głębokość pod kilami.
Kotwiczenie
Poza kilkoma wyjątkami na Seszelach nie ma klasycznej infrastruktury portowej – w większości przypadków jest się zdanym na kotwicę. Dobra wiadomość jest taka, że dno jest tam piaszczyste, więc łatwo jest ją zaciąć i spać spokojnie, nawet przy silnym wietrze. Niestety bezpiecznych, w pełni osłoniętych zatok chroniących przed wiatrem jest niewiele. Często staje się na kotwicowiskach mniej lub bardziej wyeksponowanych na wiatr.

Dziennik rejsowy
Dzień 1 i 2: Marina Eden i Saint Anne
Pierwszy dzień minął nam głównie na ogarnianiu spraw technicznych, przejmowaniu jachtu i powolnej aklimatyzacji w Marinie Eden. W morze wyszliśmy dopiero drugiego dnia około godziny 10:00. Początek był jednak wymagający – wiatr wiał prosto w dziób, więc musieliśmy płynąć na silniku. Chcieliśmy stanąć w urokliwej zatoczce i po prostu popływać, lecz winda kotwiczna uległa awarii i lewy silnik przestał działać.
Zapadła decyzja o powrocie na Saint Anne do bazy Navigare, żeby wymienić jacht na sprawny. Zanim zaszło słońce, dopłynęliśmy w to samo miejsce już na pokładzie nowej jednostki, mając nadzieję, że pech został na lądzie.

Dzień 3: Moyenne
Trzeci dzień upłynął nam na przelocie na kolejną wyspę archipelagu. Jeden z członków naszej załogi wymagał wizyty u lekarza na lądzie. Po odstawieniu załoganta na ląd popłynęliśmy do najbliższej zatoczki, gdzie schłodziliśmy się w wodzie. Gdy byliśmy znów w komplecie, wróciliśmy na chroniony obszar rezerwatu Sainte Anne, zatrzymując się przy wyspie Moyenne.
Dzień 4 i 5: Silhouette / Anse Mondon
Czwartego dnia zdecydowaliśmy się na postój na wyspie Silhouette w zatoczce Anse Mondon. Wyspa w większości stanowi park narodowy i robi ogromne wrażenie. Woda w zatoce powalała przejrzystością, co czyniło z niej idealny spot do snorkelingu wśród granitowych skał i barwnych papugoryb.
Sama noc w Anse Mondon okazała się jednak wyjątkowo trudna. Nad ranem wiatr nagle zmienił kierunek i zaczął spychać nasz katamaran wprost na sąsiedni jacht. Na dodatek nasz łańcuch mocno zaplątał się w rafę koralową. Po wielu bezskutecznych próbach rozplątania go, widząc, że ryzyko kolizji rośnie z każdą minutą, musieliśmy awaryjnie odciąć kotwicę. Piątego dnia rano próbowaliśmy jeszcze nurkować, by ją odzyskać, ale bezskutecznie. Wróciliśmy na silniku do głównego portu, by zgłosić stratę i uzupełnić zapasy. Cały ten stres i nieprzespaną noc odreagowaliśmy na lądzie, zamawiając steki ze świeżego tuńczyka :-).
Dzień 6: kierunek Praslin
Szósty dzień zaczął się od drobnej usterki silnika, ale tym razem poradziliśmy sobie z nią sprawnie na miejscu. Ruszyliśmy w 4-godzinny przelot z portu Sainte Anne na Mahé prosto do zatoki na Praslin. Wiało stabilne 14 węzłów, dzięki czemu złapaliśmy wiatr i szliśmy ostrym bajdewindem na drugim refie, osiągając prędkość 8 węzłów.

Dzień 7 i 8: La Digue
Siódmego dnia wpłynęliśmy do kameralnego portu La Passe na urokliwej wyspie La Digue. Miejsc przy nabrzeżu jest bardzo mało, dlatego zarezerwowaliśmy je wcześniej telefonicznie (większość jachtów musiała stać na kotwicowisku przed portem i kursować do lądu pontonami). Za postój zapłaciliśmy 1000 rupii i przy okazji zatankowaliśmy wodę.

Ósmy dzień w całości poświęciliśmy wyspie. Nasza 24-osobowa ekipa, rozbita na dwa katamarany, wypożyczyła rowery (100 SRC od osoby). Jest to tam jedyny słuszny i niezwykle klimatyczny środek transportu. Rowerami można dotrzeć na dzikie plaże po nawietrznej stronie wyspy takiej jak: Grand Anse, Petite Anse i Anse Cocos. Potężne fale uderzające o brzeg uniemożliwiają tam dopłynięcie jachtem, ale od strony lądu widoki potrafią zachwycić.

Dzień 9 i 10: La Digue
Dziewiątego dnia zorganizowaliśmy scuba diving – zapisaliśmy się na nurkowanie na La Digue. Za godzinę pod wodą zapłaciliśmy 70 euro od osoby. Nurkowaliśmy na rafie Japanese Garden, która ma bardzo ciekawe formacje skalne, miękkie koralowce i mnóstwo ryb. Po nurkowaniu popłynęliśmy na spokojną plażę i tam zostaliśmy na kotwicy również przez cały dziesiąty dzień.


Dzień 11: Wyspa żółwi Curieuse
Przepłynęliśmy na wyspę Curieuse, która leży tuż obok Praslin. Gleba jest tu czerwona, a na plażach i w lasach całkowicie na wolności żyje około 250 żółwi.

Można tu pospacerować drewnianą kładką nad bagnami namorzynowymi pełnymi krabów oraz zobaczyć Doctor’s House – francuską willę z 1870 roku, gdzie kiedyś leczono chorych na trąd. Wstęp na wyspę kosztuje 300 rupii od osoby. Po wizycie u żółwi stanęliśmy na nocleg w pobliskiej zatoczce.

Dzień 13 i 14: Powrót na Mahé
Trzynastego dnia ruszyliśmy z Praslin z powrotem na Mahé. Przelot trwał 3 godziny. Szliśmy ostrym bajdewindem przy wietrze dochodzącym do 20 węzłów. Na ostatnią noc stanęliśmy na kotwicy przy plaży Beau Vallon Beach.

Czternastego dnia rano wróciliśmy do mariny głównej Eden Island, gdzie zakończyliśmy nasz rejs.
Stasiek
Czytaj więcej – rozmowa ze Staśkiem na temat jego rejsu po Seszelach: Z pokładu skippera – Seszele.

Posty w kategorii
Rejs katamaranem w Chorwacji czyli… Góra atrakcji na morzu z The North Face Wrocław!
10 szybkich pytań i 10 jeszcze szybszych odpowiedzi… 1. Czy ciuchy The North Face... więcej »
zobacz więcej„Jack Sparrow will sneak you”
Karaiby zawsze były w naszej strefie marzeń. Pierwszy raz ktoś głośno o nich powiedział... więcej »
zobacz więcejDufour 460 Grand Large – nasza opinia i wrażenia po jesiennym rejsie we Włoszech
Jesienią 2017 żeglowaliśmy jachtem Dufour 460 Grand Large (2016) u wybrzeży Sycylii. Jacht wyposażony... więcej »
zobacz więcej




