Skontaktuj się z nami tel. +48 22 446 83 80

„Jack Sparrow will sneak you”

Rejs na KaraibachKaraiby zawsze były w naszej strefie marzeń. Pierwszy raz ktoś głośno o nich powiedział podczas rejsu w Chorwacji i okazało się, że mamy w ciemno od razu 10 osób chętnych. Zdecydowaliśmy się na rejon Windward Island, czyli jacht z Martyniki, później St. Lucia i St. Vincent i Grenadyny (rozważane było też BVI). Całościowe koszty oszacowałem na ok 6500zł od osoby ze wszystkim, wszystkim czyli: jachtem, przelotami, hotelami, jedzeniem, składką jachtową, autami, biletami, alkoholem itp. itp.  czyli kwota  jaka powinna zejść z konta za 20 dniową wyprawę. Całe planowanie i decyzje podejmowaliśmy w oparciu o ten budżet i generalnie prawie się zmieściliśmy :).

Organizację wyprawy rozpoczeliśmy ponad 10 miesięcy przed od rezerwacji jachtu. Jakoś tak się stało, że oprócz kapitanowania przypadła mi rola organizatora…ehh. Wszyscy intensywnie doradzali katamaran, ale on mocno nie pasował do naszego budżetu. Ostatecznie przez ulubioną firmę Punt zarezerwowaliśmy dwa monohule – Harmony 47 w terminie 08-22.01.2011 w Dream Yacht Charter na Martynice. Termin ten był o tyle ważny, że DYC miało mocne obniżki w środku sezonu tylko w tych dwóch tygodniach. Na dodatek były tylko dwie sztuki – stąd wczesna rezerwacja. Osobiście nie żałuje wzięcia monohula. W porównaniu z katamaranem na pewno było trochę mniej miejsca i trochę mocniej bujało, ale nie było gorzej niż podczas pływania w Chorwacji czy Grecji. Jeśli ktoś nie  jest mocno wymagający i nie ma intensywnej choroby morskiej na monohulu też będzie ok. Przeloty rozwiązaliśmy tak: bilet grupowy dla 16 osób Paris<->Fort-de-France i osobne rezerwacje na bilety Polska<->Paryż, Rejs na Karaibachktóre każdy robił we własnym zakresie w różnych liniach (AirFrance, LOT, AirBerlin, WizzAir). To pozwoliło utrzymać cenę za przelot Polska->Paryż na rozsądnym poziomie (na tamten czas za dołożenie odcinka WAW<->CDG AirFrance chciał ok 1000zł – podziękowaliśmy). Później rezerwowaliśmy hotel w Paryżu na 1 noc (przed rejsem), transport lotnisko FDF->Marina, hotel i auta na Martynice i …wreszcie 6 stycznia nadszedł czas wyjazdu.

Wszystkie elementy tego organizacyjnego puzzla ładnie się złożyły i wszyscy zgodnie z planem dotarliśmy 7 stycznia na Martynikę. Chwila przejścia rękawem, gdzie  jeszcze poubierani w spodnie i swetry poczuliśmy ciepłe powietrze jak z suszarki – niezapomniana. Jedna noc w hotelu (wszyscy wstali ok 04 rano) i nastała pracowita sobota: zakupy na 2 tygodnie i odbiory jachtów. Nowości przy odbiorze były dwie: DYC daje czarterującemu checkliste, która ma 5 stron, na każdej 20-30 pozycji. Na wszelki wypadek dość dokładnie przeszliśmy przez nią i było to dobra decyzja, bo przy oddaniu DYC każdą rzecz tez bardzo skrupulatnie sprawdzała, łącznie z tym, że liczyli sztućce, szklanki i talerze (sic!). Druga nowość to brak wskaźnika poziomu paliwa – nie było jednej z ważniejszych rzeczy, która ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo ludzi i sprzętu. Na pytanie nasze, to jak Rejs na Karaibachmamy kontrolować poziom, miły Pan pokazał nam mały wizjer w baku, latarkę i śrubokręt i powiedział, że najlepiej odkręcić wizjer i świecić latarką do baku. Wskaźnika poziomu wody też nie było. Reszta elementów z naszych jachtów (roczniki 2008 i 2005) bez większych uwag – standard czarterowy.

Z Mariny wyszliśmy w niedzielę i obraliśmy kurs na St. Lucie – Rodney Bay. Następnie trasa była taka: Young Island/St. Vincent, Mustique,  Canouan, Union Island, Mayreau, Tobago Cays, Bequia, Wallilabou/St. Vincent, Marigot Bay/St. Lucia i Le Marin w piątek, 2 tygodnie później.

Po krótce rzeczy jakie okazały się lepsze i gorsze niż myśleliśmy:

+ ludzie w większości ubodzy, ale bardzo mili i przyjaźnie nastawieni. Nie natrafiliśmy na żadne przejawy agresji pomimo szwendania się wieczorami po lokalnych miasteczkach i knajpach.

+ boat vendors. Byliśmy przygotowani na handlowców w stylu arabskim a okazało się, że bardzo często wystarczy „nie dziękuję” i byłeś zostawiany w spokoju.

+ słonce dawało w kość tylko w ciągu pierwszego tygodnia, później filtry w kremach mocno się obniżały.Rejs na Karaibach

+ brak chorób żołądkowych pomimo jedzenia lokalnych knajpach dla miejscowych, gotowania i picia na lokalnej wodzie.

– imprezy. Z przewodników wyjawiał się obraz częstych zabaw i imprez np. jump-in party ludzi z jachtów i lokalnych, a w rzeczywiści większość miasteczek była senna i nic się w nich nie działo. Wyjątek stanowiła impreza w Wallilabou z inną ekipą z Polski i kilkoma miejscowymi podlana dużą ilością Rum Punchu o nazwie „Jack Sparrow” koło dekoracji z filmu „Piraci z Karaibów”. Rum Punch, którego zapas kilkunastu butelek skończył się już około 23.00, robiony był z białego mocnego rumu i soku ze świeżych owoców – po prostu pycha. Barman ochrzczony przez ekipę Ankiem (z racji stroju w naszych barwach narodowych i kilku butelek żubrówki za barem) słowami „Jack Sparrow will sneak you” ostrzegał nas o jego mocy:) Daliśmy radę, a chwilę z imprezy na zawsze pozostaną w naszej pamięci 🙂

– wiatr. Podczas całego wyjazdu passat wiał około 18-22kt i fale były ok 3-4m. Najmniej było na naszym wiatromierzu 13kt, najwięcej 35kt od chmury deszczowej. Harmony 47 dobrze sobie radził w tych warunkach i przyzwyczailiśmy się do nich po kilku dniach.

 

 

 

 

Posty w kategorii

Grecja ku Sporadom Północnym

Ku Sporadom – Grecja 2012

27 października 2012. W Polsce atak zimy, a dla nas dzień wylotu do Grecji,... więcej »

zobacz więcej
Rejs po Wyspach Jońskich

Rejs po Wyspach Jońskich

W terminie: 03 – 16.09.2016 wyruszyliśmy z wyspy Korfu  na dwutygodniową, morska przygodę by kontynuować opływanie... więcej »

zobacz więcej
Escape from Punat. Chorwacja - Pula.

Escape from Punat

To już czwarty rok, kiedy żegluję rekreacyjnie z rodziną i znajomymi po wodach Chorwacji.... więcej »

zobacz więcej

Punt

Stryjeńskich 15A lok 5 (1 piętro)

02-791 Warszawa

tel. +48 22 446 83 80

fax +48 22 894 00 42

 

info(@)punt.pl

MENU
Mamy dla Ciebie prezent!

Zapisz się do naszego NEWSLETTERA
i odbierz darmową kolekcję
przewodników dla żeglarzy.