Skontaktuj się z nami tel. +48 22 446 83 80

Moja Chorwacja czyli Rejs 2010 i 2012 (cz.2)

Trogir – Vis – Bisevo – Hvar – Korcula – Brać – Trogir

Tym razem nasz skipper i organizator rejsu wybrał jako bazę startową Trogir-Seget. Z tej Mariny czarterował jacht po raz pierwszy (za pośrednictwem PUNTu oczywiście :)). Marina Seget jest dość przyjemna lecz z paroma mankamentami: brakuje tam między innymi kantoru i sklepu ogólnospożywczego (nicto, że po pieczywko trzeba było wędrować kilka kilometrów;))

Moja Chorwacja rejs 2010 i 2012

Naszą Bavarię 34 odebraliśmy dość późno i zmęczeni trudami podróży szybko poszliśmy spać. Z nadzieją powitaliśmy nowy dzień, licząc że czekają nas na morzu fajne przygody. Po krótkiej odprawie i ustaleniu wstępnej trasy rejsu, wypłynęliśmy na południe w stronę wyspy Solta. No i zaczęły sie wywołane przeze mnie przygody. Bardzo pobieżny odbiór techniczny jachtu ( ze względu na późną porę przybycia ) sprawił, iż wypłynęliśmy w rejs z uszkodzonym sprzętem nawigacyjnym. Już pierwszego dnia GPS tak nas błędnie pokierował, że ominęliśmy Soltę i popłynęliśmy  w kierunku wyspy Vis. Wierni zasadzie, że z raz obranego (choć w naszym przypadku narzuconego przez złośliwą aparaturę 😉 kursu się nie zbacza, popłynęliśmy na Vis. Wiedzieliśmy, że mamy przed sobą dodatkowe mile do przepłynięcia, a chcieliśmy zdążyć przed nocą. Wiatry nam na szczęście sprzyjały- momentami na pełnym żaglu mogliśmy płynąć z prędkością 7 węzłów. Już nieźle zmierzchało, gdy zakotwiczyliśmy „na dziko” nieopodal miasteczka Vis.Ten wieczór dał mi się nieźle we znaki. Zmęczenie podróżą i przechyły na jachcie zrobiły swoje. Mój organizm tego nie wytrzymał i zafundował mi chorobę morską chyba w najgorszym wydaniu. Kulminacją było oczywiście zejście pod pokład…W końcu się poddałam i „sponiewierana” poległam na swojej koi z zapasem woreczków oraz nadzieją, że jutro musi być lepiej. I na szczęście było 🙂 Czułam, że życie do mnie wraca. Wzmocniona lekkim śniadaniem i wsparciem współczujących mi załogantów, już w pełni sił witalnych mogłam podziwiać Błękitną Jaskinię na wyspie Biśevo. Jak dla mnie to kolejna perełka natury na chorwackiej ziemi (..choć powinnam to raczej ująć: na chorwackim morzu 😉

Wpadające do groty promienie słońca sprawiają, że woda przybiera tam niesamowicie niebieski odcień, a skały pokrywa srebrzysta poświata.Ten niezwykły spektakl światła mieliśmy okazję obejrzeć za 50 kun/osoba.

Dalsza część przedpołudnia minęła nam dość leniwie, na plażowaniu w Zatoczce Porat we wschodniej części wyspy. Odczuwalna, wysoka już temperatura powietrza przypomniała nam, że pora rozpocząć sezon kąpieli morskich. Jednakże nie nagrzana jeszcze letnim słońcem woda, szybko ostudziła nasze zapały. Po około 2 godzinach żeglarskiej „sjesty” obraliśmy kurs na lawendową wyspę Hvar.

Moja Chorwacja rejs 2010 i 2012

Tu również nie obyło sie bez przygód. W kameralnej przystani w miasteczku Hvar nie było miejsca, więc byliśmy zmuszeni zacumować do bojki w zachodniej części miasta. Wyczerpany zapas wody na jachcie sprawił, że musieliśmy wyruszyć na ląd w poszukiwaniu miejskiej łaźni.I tu pojawił się kolejny mankament naszego sprzętu..Przeciekający ponton, z którego dodatkowo w innym miejscu uchodziło powietrze, nie był zbyt komfortowym środkiem transportu. A że my byliśmy zdeterminowani i żądni kąpieli (niekoniecznie już morskiej) szczęśliwie jednak owym pontonem dotarliśmy na brzeg. Znalezienie łaźni nie było już dla nas trudnym zadaniem. Ale jakież było nasze zdziwienie, gdy łaźnie zastaliśmy zamknięte. Mała karteczka na drzwiach informowała jednoznacznie, że prysznice – a i owszem – są czynne…ale tylko do godz. 21.00. A zegar nieubłagalnie wskazywał, że 9 wieczór minęła właśnie kwadrans temu… Brudni i wkurzeni wróciliśmy na nasz jacht, a towarzysząca nam fala złości powoli przechodziła w dobry humor, którego poziom wzrastał wraz z kolejnym, wypitym drinkiem. I tak zamiast wieczornego biesiadowania na hvarskiej Starówce, podziwialiśmy to pięknie oświetlone miasteczko z naszej wysłużonej łajby.

Moja Chorwacja rejs 2010 i 2012

Następny dzień zrekompensował nam trudy ostatniego wieczoru i mogliśmy już w pełnym słońcu rozkoszować się urokami tego miasteczka.

Wypoczęci ( i wymyci !) przechadzaliśmy sie wąskimi uliczkami , by wreszcie wspiąć sie na górującą nad Hvarem hiszpańską twierdzę. Mijaliśmy po drodze gigantyczne agawy i kwitnące kaktusy, a im byliśmy wyżej, tym więcej pozozstałości XVI w fortyfikacji ukazywało się naszym oczom. W końcu dotarliśmy do tarasu widokowego twierdzy. Rozpościerał się stamtąd niezapomniany widok na zatokę i wklejone w ląd zabytkowe miasteczko Hvar.

Po pobycie na Hvarze przyszła pora na kolejny etap naszego rejsu. Tym razem naszym celem była  Korćula. Wiatry niestety przestały nam sprzyjać (totalna flauta!!!), więc na tę wyspę musieliśmy dopłynąć na silniku. Z daleka witały nas już XV- wieczne mury obronne Korćuli. Spędziliśmy tam przyjemne popołudnie i wieczór, zwiedzając to zabytkowe miasteczko i rozkoszując się owocami morza w jednej z  restauracyjek.

Moja Chorwacja rejs 2010 i 2012

Wiedzieliśmy, że nasz rejs powoli zbliża sie do końca. Przed nami był jeszcze jeden nocleg ” na dziko”. Wybraliśmy na niego małą zatoczkę na Hvarze, położoną w prostej linii vis a vis miasteczka Bol (wyspa Brać). Miejsce to roztaczało jakąś dziwną i mroczną aurę. Miało się wrażenie, że na lądzie od dawna nikt nie był, że miejsce to jest opuszczone i zapomniane przez Boga i ludzi. A jednocześnie czuło się tam czyjąś obecność….”Zagubieni-Lost” Part 4 ?…Sami zaczęliśmy podkręcać atmosferę coraz to mroczniejszymi opowieściami, a wypity alkohol tylko wzmagał nasz lęk. Kładliśmy się spać już po godzinie duchów, a towarzyszący nam „lekki” niepokój był jeszcze odczuwalny o poranku. Odetchnęłam z ulgą stwierdziwszy, że stan załogi sie zgadza- nikt nie zaginął i nie posiadał nawet uszczerbku na zdrowiu. Po chwili sami  z siebie śmialiśmy się, że tak łatwo daliśmy sie ponieść naszej fantazji i wyobraźni. Oczywiście najwięcej ubawu mieli nasi Panowie, którzy stwierdzili, że kobitki to tak łatwo jest wkręcić. Ech, faceci …;)

Moja Chorwacja rejs 2010 i 2012

Przyszła pora, żeby się stamtąd zabierać. To był nasz ostatni dzień na morzu. Wypłynęliśmy dość wcześnie, żeby zażyć kąpieli słonecznej i morskiej na największej plaży Chorwacji- Złotym Rogu (Bol), ale nadciągające ciemne chmury zniweczyły nasze plany. Jedynym plusem tej sytuacji było to, że po parodniowej flaucie pojawiły sie podmuchy wiatru. Spragnieni żeglarskich doznań, sprawnie postawiliśmy grota i halsując zmierzaliśmy w stronę Trogiru.


Planujesz czarter jachtu w Chorwacji? Zrób to z nami!


Chcieliśmy jak najdłużej móc nacieszyć oczy tą perełką Dalmacji. Po zatankowaniu jachtu i szybkich czynnościach „pakowawczych” mieliśmy wreszcie czas, żeby powłóczyć się po urokliwym nabrzeżu Starego Miasta. Oczywiście zostaliśmy tam do późnych godzin nocnych, by w jednej z restauracji skosztować ostatni raz chorwackiej kuchni w blasku światła padającego z Twierdzy Kamerlengo i z zacumowanych przy brzegu statkach wycieczkowych.Byliśmy przed sezonem, więc miasteczko nie było jeszcze przepełnione turystami. To też daje pewien komfort i stwarza bardziej kameralną i intymną atmosferę.

Moja Chorwacja rejs 2010 i 2012

Ale czas tej sielanki dobiegł niestety końca, tak jak cały nasz pobyt w Chorwacji. Szybka analiza kolejnego rejsu, uświadomiła mi nowe prawdy żeglowania po Adriatyku. Już wiem, że Chorwacja uzależnia. Jest jak narkotyk lub inne używki. Chce się tam być, chce się ją chłonąć, poznawać, więcej i więcej…Chce się tam ciągle wracać…

Ale poznawać prawdziwą Chorwację można tylko żeglując po jej wodach z fajną i zgraną załogą. Bo przecież sukces udanego rejsu zależy głównie od ludzi, którzy biorą w nim udział. A ja miałam to szczęście, że pomimo „przypadkowych” składów na obu rejsach, trafiałam na ciekawych ludzi. Dzięki temu poznałam naprawdę interesujące, wrażliwe osoby, zakochane w tym pięknym kraju tak jak ja.

Cóż zatem mogę jeszcze napisać?…Chyba tylko: Do następnego rejsu!

Rejs maj-czerwiec 2012

Pierwsza część relacji z rejsu: Moja Chorwacja czyli Rejs 2010 i 2012 (cz. 1)

 

 

 

 

Posty w kategorii

Rejs na Jam Session

Mój pierwszy rejs na „Jam Session”

 Zacznę cytatem z Jurka Porębskiego, który przez cały rejs chodził mi po głowie: „Tyle... więcej »

zobacz więcej
ości ryba kolacja

Wiosenny rejs po Zatoce Sarońskiej

Wiosenny rejs po Zatoce Sarońskiej rozpoczynamy w Atenach w Marinie Kalamaki. Kto pojawia się... więcej »

zobacz więcej
Portugalia rejs z Lizbony do La Coruny

Portugalska włóczęga czyli rejs z Lizbony do La Coruny

Zostaję wyrwana z głębokiego snu. Moje ciało dotąd bezpiecznie przytulone do burty zaczyna gwałtownie... więcej »

zobacz więcej

Punt

Stryjeńskich 15A lok 5 (1 piętro)

02-791 Warszawa

tel. +48 22 446 83 80

fax +48 22 894 00 42

 

info(@)punt.pl

MENU
Mamy dla Ciebie prezent!

Zapisz się do naszego NEWSLETTERA
i odbierz darmową kolekcję
przewodników dla żeglarzy.