Skontaktuj się z nami tel. +48 22 446 83 80

Norwegia: rejs Bergen – Stavanger

Relacja z rejsu: Norwegia Bergen-Stavanger

Droga nie była krótka …

Warszawa. Czekamy na samolot do Kopenhagi. Wyruszyliśmy z Filipem, moim synem, z Genewy 1 lipca po 13. Z przygodami. Okazało się, że tego dnia przyszły Filipa papiery do szkoły i trzeba podjąć decyzje do poniedziałku 4 lipca. Do paniki wyjazdowej doszło dużo zmiennych do rozwiązania.

Do Poznania dojechaliśmy o 4:30 nad ranem. Po tych wszystkich red bullach nie mogłem spać i postanowiłem naprawić swojego iPhone… z częściowym skutkiem. Z Poznania 8:28 do Warszawy. Zabraliśmy Kazika i jego syna Olka. W Poznaniu i Warszawie pogoda iście „żeglarska”.

Na Okęciu bez problemów. Chłopaki (Filip i Olek) dostali 50zł do dyspozycji a ja z Kazikiem uderzyliśmy do Business Lounge (dobrze jest zbierać punkty). W godzinkę przygotowaliśmy się do snu na pokładzie. Teraz czekamy na boarding i do Kopenhagi a potem do Bergen. W porcie powinniśmy być około 19… 30 godzin od wyruszenia z Genewy… Dość okrężna droga.

 Kopenhaga. Coś było nie tak z kontrolą (albo kontrolerami…) lotów i mieliśmy opóźnienie, ale zdążyliśmy. Był nawet czas na piwko, hot doga i mocniejszy trunek na wkupne. Lecimy dalej. Mam nadzieję, że bagaże też zdążą.

Bergen się bawi a nam wiatr w oczy …Relacja z rejsu: Norwegia Bergen-Stavanger

Noc w Bergen była głośna. Norwegowie wiedzą jak się bawić. Do białego rana (które następuje dość szybko… po pierwszej). Około północy wpłynął w nas taki jeden Norweg na niezłym gazie. Szkoda nie duża, ale trochę laminatu straciliśmy. Była policja, spisała protokół, ale wygląda na to, że troszkę muszą przyzwolić na szaleństwo, bo w przeciwnym razie musieli by zamknąć połowę towarzystwa.

Relacja z rejsu: Norwegia Bergen-StavangerWypłynęliśmy rano. W deszczu. Na silniku. Postawiliśmy grota, ale wiatr był w oczy i słaby. Nastawiliśmy z Kazikiem dwie wędki. Kazik miał albo branie, albo o coś zahaczył, bo stracił wobler. U mnie tylko glony. Płyniemy za szybko na wędkę.

Na obiad zatrzymaliśmy się w małym porcie. Kilka jachtów, domów i sklep. Na pierwsze danie pomidorówka, na drugie carbonara.  Zaraz płyniemy dalej.

3 lipca wieczorem dopłynęliśmy do kotwicowiska przy małej wysepce. Miły Norweg pozwolił nam się przycumować do wolnej boji, więc nie musieliśmy zrzucać kotwicy. Chłopcy zwodowali ponton i przygotowali przeprawę promową na brzeg, z którego rozciągał się piękny widok na drugą stronę wyspy. Były tam też owieczki i kilka zabudowań.

 Przed pójściem spać, około północy, a było wciąż jasno, Filip postanowił wykąpać się w morzu. Woda miała około 17 stopni. Chwilę przeżył. Popróbowaliśmy jeszcze trochę szczęścia wędkarskiego, zagraliśmy w karty i spać.

Pierwsze branie

Rankiem, 4 lipca, Krzysiek, the Captain, przechodził przez płytką cieśninkę, a Kazik zarzucił wędzisko. Gdy próbował podciągnąć linkę, okazało się, że jest opór. Wyciągnął metrowego czarniaka (łososia morskiego). Pierwsza zdobycz.

Relacja z rejsu: Norwegia Bergen-Stavanger

Po drodze przepływaliśmy koło całkiem sporego wodospadu.Relacja z rejsu: Norwegia Bergen-Stavanger

Popłynęliśmy dalej do końca Hardangerfjord, do lodowca. Na końcu fiordu była piękna zatoczka, ale niski pułap chmur nie pozwalał w pełni podziwiać widoku. Postanowiliśmy przejść się kilka godzin w stronę lodowca. Po drodze było piękne jeziorko górskie z widokiem na lodowiec. Trochę się przejaśniło, więc mogliśmy oglądać zapierające dech w piersiach widoki gór, świerków, skał, strumyków i wodospadów. W drodze powrotnej spotkaliśmy stado kóz.

Na noc popłynęliśmy do Rosendal, po drodze trochę powiało więc mieliśmy możliwość halsować. Zaczepiliśmy o farmę łososia, ale nikogo nie było, więc nic z tego. Dobrze, że Kazik złapał tego czarniaka. Przygotowaliśmy go na dwa sposoby: pieczone dzwonka oraz połówka duszona. Niestety piekarnik się nie

zachował i duszony nie wyszedł, za to dzwonka były przednie. Wieczorem piwko w lokalnej knajpce, karty i spać.

 5 lipca wyszliśmy około 11, ponieważ czekaliśmy na otwarcie punktu informacyjnego w którym dostępne był rozkładane mapy wybrzeża. Wyszło piękne słońce i zatrzymaliśmy się w zatoczce by powędkować i się wykąpać. Woda miała coś pod 20 stopni. Tym razem kąpali się Krzysiek i Asia.

Nie ma to jak handel wymienny …

Później podpłynęliśmy do innej farmy łososia. Tutaj zastaliśmy obsługę, ale był też kuter, który odbierał ryby, więc nie chcieli z nami handlować. Na szczęście Relacja z rejsu: Norwegia Bergen-Stavanger2 mile dalej była następna farma, gdzie nie było problemu. 4 łososie za litra wódki. Czyli gdzieś tak kilo za 2 zł.

Zaraz po udanych zakupach zaczęło wiać. 5-6 stopni. Poszliśmy na żaglach do końca dnia. W między czasie wypłynęliśmy z fiordów na pełne morze i po kilku milach wpłynęliśmy do Haugesund, gdzie stanęliśmy w centrum miasta przy nadbrzeżu.

 Na kolację był tatar z świeżego łososia (z dwóch sztuk). Cudowny. Świeżutki. Przepyszny.

 6 rano zaszedłem do sklepu po zestaw pilkerów, bo przedniego dnia, gdy podpływaliśmy po łososie, mój zestaw zahaczył się o sieci i została mi sama wędka. Wybór był niesamowity. To co można w Polsce kupić jako duży pilker, tutaj wydaje się najmniejszy.

 Po odejściu zjedliśmy śniadanie w kokpicie oglądając jak Norwedzy mieszkają nad kanałami i teraz płyniemy w kierunku fiordu Lyse. Mam nadzieję, że dziś znów trochę powieje, ale jak na razie, to pogoda do opalania.

GDZIE JEST FILIP ?

We Lysefjordzie spotkaliśmy Gedanię. Jak zawsze kręci się po Norwegii. Wybraliśmy sie na krew mrożącą wyprawę na Kjeragbolten. Ze szczytu fiordu był wspaniały widok, a wejście na kamień zawieszony pomiędzy dwie skały uwieńczył dzień.

 W czasie wyprawy zaginął nam Filip. Troszeczkę się zmartwiliśmy, bo samodzielny lot ze skały fiordu, to nie to co bym mu życzył.

Gdy już załatwiliśmy poszukiwanie helikopterem, okazało się, że Filip sobie śpi w kokpicie…

Relacja z rejsu: Norwegia Bergen-Stavanger

Z Lysefjordu zostało tylko dopłynąć do Stavanger. Tam się kończy nasz rejs. Gdzieś po drodze złowiliśmy jeszcze dorsza i makrelę, ale umknęło mi dokładnie gdzie…A za rok znów w te same okolice!

 

 

 

 

Posty w kategorii

Nasz ślub w Chorwacji

Nasz ślub w Chorwacji

To nie był żaden żeglarski wyczyn. Zajrzeliśmy dwa razy na Świętego Klementa, stanęliśmy na... więcej »

zobacz więcej
Moja przygoda the tall ships races

The Tall Ships Races 2013

 5.07.2013 Wszystko zaczęło się 5 lipca, chwilę po 15:00 wyruszyłam w kolejną podróż- kierunek:... więcej »

zobacz więcej
Trogir

Dzień Dziecka pod żaglami czyli żeglarstwo minimalistyczne cz. 1

Wyruszyliśmy świtem (chciałoby się napisać „bladym” ale zakrawałoby to na mocne ubarwianie). Było jednak... więcej »

zobacz więcej

Punt

Stryjeńskich 15A lok 5 (1 piętro)

02-791 Warszawa

tel. +48 22 446 83 80

fax +48 22 894 00 42

 

info(@)punt.pl

MENU
Mamy dla Ciebie prezent!

Zapisz się do naszego NEWSLETTERA
i odbierz darmową kolekcję
przewodników dla żeglarzy.