Skontaktuj się z nami tel. +48 22 446 83 80

Mój pierwszy rejs na „Jam Session”

 Rejs na Jam SessionZacznę cytatem z Jurka Porębskiego, który przez cały rejs chodził mi po głowie:

Tyle dni na morzu na różnych łajbach…

Rejs, jak rejs: zaokrętowaliśmy w Goteborgu, pohalsowaliśmy do Skagen, obejrzeliśmy bunkry i zabytkową latarnię, przepłynęliśmy do Oslofjordu, gdzie w Horten odwiedziliśmy wspaniałe Muzeum Morskie, potem był jeszcze Dramenfjord i kapiel w rześkiej wodzie, łowienie dorszy na wraku, wizyta w marinie w Son, ostatni przelot do Oslo i minięcie po drodze jachtów startujących w największych regatach w Norwegii, w których udział brało blisko 1.000 jachtów morskich, a na koniec, w samym Oslo, jeszcze muzeum Thora Heyerdahla z tratwami „Ra” i „Kon-tiki” oraz zwiedzanie legendarnego „Frama”, na którym Nansen i Amundsen eksplorowali okolice biegunów. Czyli: rejs, jak rejs.

Ale co za jacht!!!

Trochę po morzach pływałem i pamiętam:
– rejsy na CWMiW-owskich Nefrytach po Zatoce Gdańskiej (bez silnika oczywiście),
– rejs na leciwym „MAS-ie”, gdzie kapitan w ciągu 12 dni wprowadził jacht do 7 portów polskiego wybrzeża (również bez silnika),
– pierwszy samodzielnie prowadzony rejs w Jugosławii (też na Nefrycie, w roku 1988), gdzie 15-konny Wietierok z 20-litrowym zapasem paliwa stanowił szczyt luksusu,
– oranie Bałtyku na Carterach 30,
– rejs przez Atlantyk na drewnianym „Opalu” i potem drogę z Anglii do Szczecina, którą również odbyliśmy bez silnika,
– rejsy na „Darze Bielska” – stalowym keczu typu Rigel, który przy długości 16 m ważył 35 ton.

Na tym zakończyłem okres żeglarstwa „morskiego” (i zgrzebnego) i przeszedłem do okresu żeglarstwa „czarterowego” (i luksusowego).

Na początku XXI wieku odbyłem pierwszy rejs na czarterowej Bavarii, na której działał i silnik, i kingston, na rufie miałem prysznic z ciepłą i słodką wodą, nawigację wspomagał GPS, a rolery maksymalnie upraszczały obsługę żagli.

W czasie kolejnych czarterów Bavarki robiły się coraz dłuższe, czasem trafił się jakiś Sun Oddysey w poważnym rozmiarze 54, a egzotyczne morza pozwoliły poznać niuanse prowadzenia katamaranów.

Czemu o tym piszę i wspominam? Bo widzę postęp. I to, że wkraczam w nowy okres żeglowania. A wszystko za sprawą „Jam Session”, który – jako jacht – łączy dwa słowa: morze i luksus. Ale po kolei: co mnie na „Jam Session” zachwyciło?

1. Konstrukcja jachtu, żagle i właściwości nautyczne

Delphia 47 ma ponad 14 m długości i waży 13 ton – to blisko o 3 tony więcej niż porównywalna Bavaria 46. Ale konstruktorzy poczynili tu nieco inne założenia, gdyż na Delphii mamy sztywną konstrukcję utworzoną przez maszt, takielunek, stalowe wręgi i balast. Jakie ma to znaczenie, wie każdy, kto choć raz na Bavarii próbował płynąć pod wiatr i większą falę – przy stanie morza 5-6 ilość dźwięków generowanych przez trzeszczący kadłub staje się nie do zniesienia, a jacht sprawia wrażenie, że się zaraz rozleci.

Porównanie poczyniłbym więc takie: Bavaria, to typowy jacht czarterowy, a Delphia 47, to typowy jacht morski.

Widać to także w ożaglowaniu: może roler grota na Bavarii jest łatwiejszy w użyciu, ale nie nadaje się do refowania grota od 6 st. w skali B wzwyż. Na „Jam Session” mamy grota na lazy jackach, które pozwalają na założenie do 3 refów na grocie (co powinno wytrzymać do 8-9 st. w skali B); mamy także mocnego, sztormowego foka. Można więc powalczyć.

Miłym zaskoczeniem było natomiast zachowanie się jachtu na słabych wiatrach: najmniejszy podmuch wystarczał, by „Jam Session” nabierał prędkości i przy wietrze o prędkości 6-7 węzłów płynął ponad 4 knoty!

Idealne jest też na Delphii zrównoważenie jachtu. Ruchy korygujące sterem mogą być – przy odrobinie wprawy – minimalne, a na spokojniejszym morzu jacht wręcz sam trzyma kurs.

2. Wyposażenie nawigacyjne

Standardowo mamy echosondę, log oraz wskaźnik siły i kierunku wiatru (pozornego lub rzeczywistego), a wszystkie te odczyty są zestrojone z obrazem pokazywanym na GPS-ie.

Pełnowymiarowy, kolorowy monitor GPS-u jest zdublowany – jeden w nawigacyjnej, drugi – do dyspozycji sternika – z tyłu stolika w kokpicie.

Nowością był dla mnie zainstalowany na „Jam Session” system AIS, czyli Automatic Identification System.

3. Bezpieczeństwo

LifeTag Jam SessionKamizelki ratunkowe i life-liny rozpięte na pokładzie, to w rejsach morskich standard. LifeTag Jam SessionPełnomorskie certyfikaty tłumaczą też obecność tratwy ratunkowej na rufie.

Wyposażeniem ponadstandardowym jest niewątpliwie LifeTag System, czyli „zegarek” na rękę, którym można włączyć alarm „Man over board” (system włącza się także automatycznie, gdy czujnik oddali się od jachtu na ponad 20 m), a pozycja człowieka za burtą wyświetlana jest automatycznie na GPS-ie.

Obok systemu AIS bezpieczeństwa dopełnia także system NAVTEX wyświetlający wszelkie ostrzeżenia i komunikaty dla danego akwenu.

Pierwszy raz zetknąłem się także z automatycznym systemem gaszenia silnika, który po przekroczeniu w komorze silnika krytycznej temperatury automatycznie włącza instalację gaszącą.

4. Luksusy

Listę „zbytków” na „Jam Session” dopełniają:Toaleta Jam Session

– elektryczne pompy w kingstonach (fot. 7), do których początkowo podszedłem „z pewną nieśmiałością”, by z czasem w pełni docenić wygodę z korzystania z przycisków, zamiast z mechanicznej pompki,

– podwójny alternator pozwalający na skuteczne i bardzo szybkie ładowanie akumulatorów silnikiem,

– 4 zbiorniki wody (z blachy nierdzewnej), które dają w sumie ponad 1.000 l słodkiej wody na jachcie,

– elektryczny (lub grzany silnikiem) bojler pozwalający korzystanie z ciepłej wody,

– system ogrzewania webasto, który jest doprowadzony do każdej z kabin i do kingstonów; zaręczam, że jego wydajność doceni każdy, kto choć raz wbijał się na kolejną wachtę w przemoczony sztormiak,

– fartuchy sztormowe zamontowane w każdej koi (także w rufowych).

Tyle moich zachwytów po pierwszym rejsie.

A „Jam Session” jachtem morskim jest! Duże podziękowania Piotrze, duże podziękowania – za to, że w Puncie takie cacko pływa!

I zaczynam kompletować załogę na rejs po Wyspach Kanaryjskich!

Są jacyś chętni?

 

 

 

Posty w kategorii

Nasz ślub w Chorwacji

Nasz ślub w Chorwacji

To nie był żaden żeglarski wyczyn. Zajrzeliśmy dwa razy na Świętego Klementa, stanęliśmy na... więcej »

zobacz więcej
Moja przygoda the tall ships races

The Tall Ships Races 2013

 5.07.2013 Wszystko zaczęło się 5 lipca, chwilę po 15:00 wyruszyłam w kolejną podróż- kierunek:... więcej »

zobacz więcej
Trogir

Dzień Dziecka pod żaglami czyli żeglarstwo minimalistyczne cz. 1

Wyruszyliśmy świtem (chciałoby się napisać „bladym” ale zakrawałoby to na mocne ubarwianie). Było jednak... więcej »

zobacz więcej

Punt

Stryjeńskich 15A lok 5 (1 piętro)

02-791 Warszawa

tel. +48 22 446 83 80

fax +48 22 894 00 42

 

info(@)punt.pl

MENU
Mamy dla Ciebie prezent!

Zapisz się do naszego NEWSLETTERA
i odbierz darmową kolekcję
przewodników dla żeglarzy.