Skontaktuj się z nami tel. +48 22 446 83 80

Rejs: Malaga – Palma de Majorka

Rejs Malaga Majorka Jam Session2.X.2010

Za oknem kolejny ponury dzień. Jest wilgotno i zimno. Jesień triumfuje. Jednak perspektywa najbliższego tygodnia napawa optymizmem. Tygodniowy rejs po Morzu Śródziemnym. Trasa : Malaga – Palma de Majorka.  Oczyma wyobraźni widzę już palmy kołyszące się na wietrze, turkusowe morze, słońce delikatnie muskające swymi promieniami twarz . Nawet wyraźnie czuję jego ciepło… a może to tylko ogrzewa mnie lampa z sufitu rozświetlająca ten jesienny poranek. Koniec rozmyślań. Wyprawę czas zacząć. Plecak na plecy i w drogę na lotnisko.  Tym razem jadę solo. Na lotnisku kilka całusów, mocne wyściskanie córeczki i znikam za bramkami kontroli bagażu. Nie lubię się żegnać, nawet pomimo tego, że każdy wyjazd niesie ze sobą nowe doświadczenia i przygody, zdecydowanie bardziej wolę wracać. A to już za tydzień. Uśmiechnąłem się  – sam do siebie, bo na pewno nie do tej pani co mnie właśnie złowrogo zmierzyła wzrokiem. Lot z przesiadką w Londynie przebiegł bez problemów. Dostałem nawet kanapkę i kawę – rewelacja – lubię British Airways. Po ośmiu godzinach podróży wysiadłem na lotnisku w Maladze. Po wyjściu z terminala uderzył mnie powiew ciepłego powietrza. Jest godzina dziewiąta wieczorem , a na dworze 20 stopni Celsjusza. Jest miło – pomyślałem – to był dobry pomysł aby się tu znaleźć. Idę na postój taksówek  i już po chwili zmierzam w kierunku mariny.

Marina Benalmadena , gdzie stoi jacht Delphia 47 Jam Session , na którym spędzę najbliższy tydzień,  jest położona kilka kilometrów na południe od Malagi. Wygląda niesamowicie.  Zabudowane nabrzeża wdzierają się w wodę niczym języki spływającej lawy tworząc pofalowane kształty. Widzę jacht na wyciągnięcie ręki, ale dotarcie do niego zajmuje mi ponad piętnaście minut. Na pokład docieram ostatni. Załogę stanowią trzy małżeństwa, jedno z dorosłą córką. Naszym skipperem jest Mateusz, z którym miałem przyjemność pływać już wcześniej w Norwegii.  Przydział koi nastąpił  przed moim przyjazdem, więc od razu rozkładam się na wyznaczonym miejscu. Następuje  krótka narada i ustalamy – płyniemy do Alicante, a następnie na Majorkę. Rozpisujemy wachty – mi przypada wspólna z Eweliną, studentką z Warszawy. Zasiadamy do stołu, wypijamy  integracyjne wino i idziemy spać.

3.XRejs Malaga Majorka Jam Session

Rano, według ustaleń z dnia poprzedniego, mamy czas na szybki prysznic, tankujemy wodę, paliwo i wypływamy. Przez pierwsze godziny wiatr kręci, a my razem z nim. Malaga nie może nam zniknąć z zasięgu wzroku. Koło południa zaczyna wiać mocniej. Wiatr w  porywach wieje do trzydziestu węzłów, tworzy się fala a nasza Delphia  rozpędza się momentami do 12 węzłów. Część załogi zaczyna chorować. Mówią „Nigdy więcej”, ale już wkrótce zmienią zadanie. Chwile ożywienia i radości tego dnia przynoszą nam stada delfinów, bawiących się przy burtach jachtu. Widząc wyskakujące przed dziobem ssaki nawet najbardziej chorzy zapominają o „cierpieniu”. Pod wieczór pogoda pogarsza się. To już prawdziwa ósemka w skali Beauforta. Nasze wcześniejsze plany zostają zweryfikowane z rzeczywistością. Ustalamy – noc w porcie. Najbliższy oddalony jest o trzy godziny drogi. Płynąc w coraz gorszych warunkach docieramy o 23.00 do Almerimar. Zmęczeni szybko idziemy spać.

4.X

Poranek wita nas deszczem i silnym wiatrem. „No i gdzie się podziały wymarzone wakacje w ciepłych krajach” –  myślę sobie. Prognozy są jednak optymistyczne. Ma się wypogodzić. Po śniadaniu ustalamy plan na najbliższy dzień –  przed południem zwiedzanie miasteczka, obiad w porcie a po obiedzie wypływamy. Alemrimar jest niewielkim miasteczkiem z dość okazałym portem, dwoma plażami z ciemnym, gruboziarnistym  piaskiem. Są dwie promenady, park i na tym kończą się atrakcje tego miejsca. Najwidoczniej ich brak nie przeszkadza emerytom z północy, bo jest ich tu bardzo wielu. Zwiedzanie zajmuje nam niecałe dwie godziny. O 16.00 po smacznym obiedzie wypływamy. Przestało padać, wiatr osłabł, przez chmury prześwituje słońce. Prognozy zapowiadają spokojną noc.  Nasz kolejny cel to Kartagena. Słońce tego dnia żegna się z nami pięknym zachodem. Marcin raczy nas grą na gitarze i śpiewem. Takich wieczorów się nie zapomina. W nocy wiatr słabnie jeszcze bardziej. Włączamy silnik i płyniemy dalej mając nad sobą bezchmurne, usiane gwiazdami niebo. O 4.00 kończy się nasza wachta i jedyne co mnie w tym momencie interesuje to moja koja i kilka godzin snu.

Rejs Malaga Majorka Jam Session5.X

Po nocnej wachcie wstaję niezbyt wcześnie. Ranek jest piękny. Słońce mocno grzeje. Po śniadaniu na pokładzie mamy pokaz kostiumów kąpielowych.  Dziewczyny się opalają, wiatr delikatnie dmucha w żagle, a jacht gładko sunie do przodu. Wszyscy jednogłośnie stwierdzają, że tak to można pływać w nieskończoność, nawet bez zawijania do portów – cóż za odmiana w stosunku do pierwszego dnia.  O 18.00 dopływamy do Kartageny. Miasto ma bardzo bogatą historię, której ślady widać na każdym kroku. Ilość zabytków jest zbyt duża, żeby je wymieniać i zdecydowanie za duża,  żeby je zobaczyć podczas jednej, krótkiej wizyty. Nam udaje się jednak zobaczyć zamek górujący nad miastem, ruiny teatru rzymskiego i przespacerować się główną ulicą miasta. Na uwagę zasługuje również oryginalny okręt podwodny z końca XIX wieku stojący  tuż przy  nabrzeżu. Mamy jeszcze czas na uzupełnienie zapasów pieczywa i owoców w najbliższym sklepie i o 22.00 ponownie jesteśmy na morzu. Płyniemy do Alicante.

6.X

Rankiem,  następnego dnia po raz kolejny zmieniamy plany podróży. Nasz cel –  Alicante –  mamy  cały czas pod wiatr. Postanawiamy, że kierując się z korzystniejszym wiatrem, płyniemy na Ibizę. Magnetyczna nazwa przyciąga nas niczym lep na muchy. Nie interesują nas jednak słynne kluby i dyskoteki, a raczej zwykłe zaspokojenie ciekawości, jak tam jest. Dzień mija nam na kolejnych wachtach, oglądaniu delfinów, bezkresu morza oraz jedzeniu.  Co ciekawe na morzu połowę czasu spędza się właśnie albo na jedzeniu, albo na rozmawianiu o nim. No ale chyba wszyscy wiedzą, że woda zaostrza apetyt. Nasz jacht, Delphia 47 jest wyjątkowo miękki. Nawet przy niewielkim wietrze, osiąga wspaniałe prędkości i imponujące przechyły. Na czas przygotowywania posiłków, na prośbę wachty kambuzowej, refujemy się , aby było trochę „równiej”. Nasze zabiegi na niewiele pomagają. Śmiejemy się, że gdybyśmy nawet zupełnie zwinęli żagle to i tak będziemy płynęli do przodu w przechyle. Zapada zmrok. Nocną wachtę urozmaicamy sobie z Eweliną opowieściami z horrorów i wymyślaniem historii rodem z trójkąta bermudzkiego.

7.XRejs Malaga Majorka Jam Session

Koło 10.00 widzimy już zarysy Ibizy. W przeciwieństwie do poprzedniego dnia, jest dość pochmurno. Kierujemy się do San Antonio. Do portu dopływamy o 13.00. Po trzydziestu siedmiu  godzinach spędzonych na morzu  nasz główny cel to … prysznic. Robi się gorąco i parno. Robimy klar na pokładzie, podłączamy prąd, tankujemy wodę i wreszcie czas na zasłużone, zimne piwo.  Idziemy do miasta na lunch. Jemy tapas, piejemy sok ze świeżych  owoców. Tym razem zwiedzanie miasteczka ogranicza się do wizyty w restauracji i sklepie. Nasze zachowanie bynajmniej nie jest spowodowane lenistwem, tylko ogólnym rozczarowaniem z miejsca jakim jest San Antonio. Blokowisko nad morzem. Jednak tak właśnie wyglądają miejscowości gdzie króluje  turystyka czarterowa. Czar Ibizy właśnie prysł.  O 18.00 wypływamy. Tego dnia Marian obchodzi urodziny. Jest szampan, winogrona, a przed nami już ostatni etap naszej podróży. Cel  – Palma de Majorka. Noc upływa spokojnie. Wieje delikatnie od rufy. Większość czasu płyniemy „na motyla”,  a motyl, jak to motyl wiadomo, że jest niesforny, więc trzeba sporo uwagi poświęcać, żeby go nie zgubić.

8.X

Po spokojnej nocy o  11.00 widać zarys lądu. Przed zakończeniem rejsu, obowiązkowo musimy zaliczyć kąpiel w morzu. O 13.00 dopływamy do „spokojnej” zatoczki.  Spokój mącą tylko niezliczone ilości jachtów, motorówek, statków wycieczkowych, plażowiczów na lądzie i parzących meduz w wodzie, a tak poza tym, to bardzo urokliwe miejsce – skały schodzące do morza, jaskinie, i miły piasek na plaży. Po „gorącej”  kąpieli wśród meduz i pobieżnej penetracji jaskiń o 16.00 opuszczamy zatoczkę i płyniemy w stronę naszego docelowego portu – Plamy. Docieramy do niej o 18.00 i tym samym kończymy nasz rejs. Jest gorąco. Idziemy na zwiedzanie Palmy,  oczywiście z jej nieodłącznym elementem jakim jest górująca na miastem Katedra. O północy wybieramy się na plażę i zażywamy spokojnej kąpieli. O 3.00 czas iść spać – jutro powrót do domu.

Podczas rejsu pokonaliśmy dystans 385 mil morskich.
Płynęliśmy 101 godzin, w tym 81 na żaglach.
Jacht : Delphia 47 „Jam Session”
Organizator rejsu: PUNT.PL

 

 

 

Posty w kategorii

Portugalia rejs z Lizbony do La Coruny

Portugalska włóczęga czyli rejs z Lizbony do La Coruny

Zostaję wyrwana z głębokiego snu. Moje ciało dotąd bezpiecznie przytulone do burty zaczyna gwałtownie... więcej »

zobacz więcej
Chorwacja rejs po Dalmacji

Rejs – jesienna Dalmacja

Witam i zapraszam na moją relację z rejsu, który odbył się mimo różnych zawirowań... więcej »

zobacz więcej
Rejs z The north face

Rejs katamaranem w Chorwacji czyli… Góra atrakcji na morzu z The North Face Wrocław!

10 szybkich pytań i 10 jeszcze szybszych odpowiedzi… Co znajdziesz w tym artykule: 1.... więcej »

zobacz więcej

Punt

Stryjeńskich 15A lok 5 (1 piętro)

02-791 Warszawa

tel. +48 22 446 83 80

fax +48 22 894 00 42

 

info(@)punt.pl

MENU
Mamy dla Ciebie prezent!

Zapisz się do naszego NEWSLETTERA
i odbierz darmową kolekcję
przewodników dla żeglarzy.